W Warszawie rządzi Marcin Bajko, nie Hanna Gronkiewicz Waltz - sm.sarata.pl - Spółdzielnia Przy Metrze; Zbigniew Sarata wraz z sąsiadami walczą z nierzetelnym rozliczeniem budowy, bezzasadnie wysokimi czynszami i odzyskanie własności

Znajdź
Idź do spisu treści

Menu główne:

W Warszawie rządzi Marcin Bajko, nie Hanna Gronkiewicz Waltz

Opublikowany przez Zbigniew Sarata w nowości · 19/10/2015 21:22:37
Tags: własnośćdzierżawauzytkowaniewieczystepismo

Całkiem niedawno, bo zaledwie 2 miesiące temu napisałem trzecie ponaglenie w sprawie mojego pisma z lutego 2015 dotyczącego sytuacji prawnej domu. Za budowę domu zapłaciłem spółdzielni mieszkaniowej w 1998 roku i od tego czasu jest on własnością... miasta stołecznego Warszawy!!!

Po raz kolejny odpisał mi pan dyrektor Marcin Bajko. Wyraził troskę o rozwiązanie problemu i zadeklarował, że "m. st. Warszawa może rozważyć ewentualnie sprzedaż gruntu na rzecz wieloletniego dzierżawcy". Wnioskodawcą i nabywcą miałaby być ewentualnie SM Przy Metrze.

Tylko, że jest pewien problem. SM Przy Metrze nie ma najmniejszego zamiaru tego zrobić.  Zamiast coś zrobić zarząd spółdzielni namawia członków do wysłania pism. Adresatem miały być sądy i Burmistrz Ursynowa. Tyle, że obydwaj potencjalni adresaci nie są właściwi do załatwienia ani użytkowania wieczystego, ani własności gruntu.

Spółdzielnia wprawdzie zachęca, ale nawet nie opublikowała na swojej stronie treści owych pism. Proszę sprawdzić pobraną dzisiaj zawartość działu aktualności i omawianego wpisu. Pobrać można co najwyżej komunikat zarządu.

Uwaga! Klikając na inne linki strony SM Przy Metrze zostaniesz przekiwrowany na stronę spółdzielni z jej aktualną zawartością serwisu. Na stronie sm.sarata.pl znajdują się dwa zrzuty działu aktualności zapisane 19-10-2015.

Do pobrania:
Pismo dyrektora Marcina Bajko [1 MB]


Bookmark and Share

2 komentarze
Leszek
2015-10-23 16:13:32
Witam
w aktualnościach jest komunikat dla m. Lanciego 7 do 11 i w tym komunikacie są te pisma do pobrania do tej chwili.Na marginesie jeżeli nie wykażemy zainteresowania i nie podpiszemy i nie wyślemy tych pism to spółdzielnia stwierdzi że temat nas nie interesuje i tak to będzie przedstawiać przy kolejnej próbie podejścia do tematu.Rozwiązaniem możę być aby nie wydawać pieniędzy podpisane pisma zanieść do pok.17 w spółdzielnii.Zarząd spółdzielni spotkał się z burmistrzem Ursynowa i rozmawiał na temat tej dzierżawy , inne spółdzielnie mają również podobne problemy i temat jest na tapecie.Ja uczestniczę w życiu spółdzielni od 1984r i wiem że można dogadać się z każdym zarządem natomiast załatwienie sprawy przez Walne przy tych członkach to czysty matrix.Sprawa działki dawno byłaby załatwiona gdyby nie kilku członków którym się nudzi i blokują wszystko.
Spółdzielnii Migdałowa II na wydzielenie potrzebne było 6godzin przez które wszyscy jej członkowie blokowali siedzibę spółdzielnii.Fakt że nie chcieli od spółdzielnii żadnych pieniędzy tak jak Migdałowa I.
Pozdrawiam Leszek Żabelski
Zbigniew Sarata
2015-10-26 08:38:00
Cieszę się, że Leszek wpisał swoje uwagi. Przynajmniej widzę, że ktoś na moją stronę zagląda. Niestety, z Leszkiem się nie zgadzam. Podpisanie pism przygotowanych przez zarząd spółdzielni jest ruchem jałowym i nie przybliżającym nas do celu. Celem według mnie jest uzyskanie własności ziemi i co za tym idzie własności domu.
Ani burmistrz Ursynowa, ani sąd okręgowy nie są instytucjami, które miałyby jakikolwiek interes, lub możliwość w działaniu na naszą korzyść. Swego czasu na spotkaniu z burmistrzem Piotrem Guziałem zabrałem głos i zacząłem „oddaj mi pan mój dom”. Burmistrz od razu zaczął mi tłumaczyć, że nie leży to w jego kompetencjach. Później próbowałem z radą gminy. Skutek – żaden. Po wyborach samorządowych byłem na rozmowie z burmistrzem Robertem Kempą. Reakcja identyczna – to nie moja działka, mówił burmistrz.
Sąd tym bardziej nie ma nic do naszej własności. Jest tylko od tego, żeby stwierdzić, czy spółdzielnia płaci za dzierżawę tyle, ile trzeba. Spółdzielcy nie są stroną w sporze pomiędzy miastem ,a zarządem SM. A zarządowi zależy na utrzymywaniu obecnego stanu. Nie wypuszczać nas ze spółdzielni, pobierać „eksploatacje podstawową” i mniej płacić miastu. Załatwianie użytkowania wieczystego nie leży w interesie zarządu. Naszym uwłaszczeniem nie jest też zainteresowane miasto. Po co miałoby się pozbywać ziemi?
Według mnie jedynym sposobem jest doprowadzenie do bankructwa naszej spółdzielni. Jest ku temu sposób. Nie płacić żadnego czynszu, choćby z tego powodu, że nie ma do tego podstawy prawnej. Spółdzielnia upadnie, miasto straci nawet ten zaniżony czynsz dzierżawny i dopiero wtedy problem będzie można rozwiązać.

Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego